Access Bars - czym jest i dla kogo
Nazwa brzmi trochę jak z instrukcji obsługi, ale zabieg jest prosty: terapeuta delikatnie dotyka 32 punktów na głowie. Nic więcej. Bez igieł, bez masażu w klasycznym sensie, bez wysiłku ze strony osoby leżącej na kozetce.
Skąd się to wzięło
Metodę opracował ponad 20 lat temu Amerykanin Gary Douglas. Założenie jest takie, że w tych 32 punktach na głowie "magazynują się" nasze myśli, przekonania i emocje - te dobre, ale też te, które siedzą w nas latami i nam ciążą: lęki, stare nawyki myślowe, przekonania typu "nie dam rady". Dotyk ma pomóc to rozładować.
Trzeba tu być szczerym: to nie jest metoda potwierdzona badaniami naukowymi. Nie leczy chorób i nie zastępuje terapii medycznej ani psychologicznej. Traktuje się ją jako formę relaksu i pracy nad sobą - podobnie jak medytację czy niektóre techniki oddechowe.
Jak wygląda sesja
Sesja trwa zwykle 60-90 minut. Leżysz, terapeuta po kolei dotyka punktów na głowie w określonej kolejności. Większość osób po prostu... zasypia albo wchodzi w stan głębokiego odprężenia. Nie boli, nie ma przeciwwskazań wiekowych ani zdrowotnych - dlatego bywa proponowany też osobom, które z różnych powodów nie mogą korzystać z intensywniejszych form terapii czy masażu.
Po co komu
Ludzie sięgają po Access Bars, kiedy czują się przeciążeni, mają problemy ze snem, trudno im podjąć decyzję albo chcą po prostu zwolnić na chwilę. Efekt jest subiektywny - jedni czują wyraźną ulgę, inni po prostu miło spędzają godzinę w ciszy. Warto podejść do tego jak do formy odpoczynku dla głowy, a nie cudownego leku na wszystko.
W Create Autonomy Access Bars jest jedną z propozycji obok fizjoterapii, masażu czy jogi - dla osób, które szukają czegoś, co odciąży głowę tak, jak ćwiczenia w odciążeniu odciążają ciało.